Pyszne faworki

Chrust czyli faworki – jedyny pyszny przepis ze spirytusem ale bez octu. Cóż, faworki smażymy i jemy prawie wyłącznie o okresie karnawału. Kiedy pójdziecie w grudniu i styczniu do jakiejkolwiek cukierni czy piekarni, zobaczycie tam faworki – duże, grube i niesmaczne. Moje są inne. Jest to jedny znany mi dobry przepis na chrust czyli faworki, wzięty przed laty z jakiejś starej książki kucharskiej i wypróbowany w domu tysiąc razy. Faworki według tego przepisu udają się zawsze i są niezwykłe: niewielkie, leciutkie jak poranna bryza, kruchutkie, lekko chrupiące i rozpływające się w ustach.

Jak usmażyć takie faworki.

Podane tu ilości składników starczą na 1 tacę, co jest za mało, jeśli mamy do poczęstowania więcej osób (4-6 osób). Jeśli weźmiemy wszystkiego podwójnie wyjdą nam 3 spore tace/półmiski.

Składniki:

  • 20 dkg mąki
  • 3 żółtka
  • 3-4 łyżki gęstej śmietany
  • 1 płaska łyżeczka proszku spulchniającego
  • 1 łyżka spirytusu (lub czystej wódki)
  • 50 dkg tłuszczu do smażenia (najlepiej smalcu, to są 2 kostki)
  • 10 dkg cukru pudru do podsypywania
  • sól, cukier wanilinowy, bibuła

Mąkę zmieszać ze śmietaną, zrobić wgłębienie, dodać żółtka, szczyptę soli, proszek. Wszystko wymieszać razem, wyrobić ciasto na jednolitą masę. Ma mieć gęstość ciasta kluskowego.

Odrywamy kawałek ciasta i wałkujemy go tak cienko, żeby był prawie przezroczysty jak pergamin. Oczywiście to przesada, ale placek powinien być bardzo, bardzo cienki. Jak go podniesiemy pod światło, to naprawdę powinien trochę prześwitywać.

Wykrajamy te faworki, tzn. szybko kroimy placek na paski, w środku przecinamy dziurkę, przewijamy i odkładamy na tackę, stół, ściereczkę itp., aż wszystkie zrobimy.

W płaskim rondlu rozgrzewamy smalec i kiedy wrze wrzucamy po 2 -3 faworki szybko je smażąc i odkładając (po krótkim potrzymaniu nad rondlem żeby trochę odciekł tłuszcz) na półmisku wyłożonym bibułą (w którą wsiąka nadmiar tłuszczu) i posypując cukrem pudrem wymieszanym z wanilią / cukrem wanilinowy.

Mąkę zmieszać ze śmietaną, zrobić wgłębienie, dodać żółtka, szczyptę soli, proszek. Wszystko wymieszać razem, wyrobić ciasto na jednolitą masę. Ma mieć gęstość ciasta kluskowego.

Odrywamy kawałek ciasta i wałkujemy go tak cienko, żeby był prawie przezroczysty jak pergamin. Oczywiście to przesada, ale placek powinien być bardzo, bardzo cienki. Jak go podniesiemy pod światło, to naprawdę powinien trochę prześwitywać.

Wykrajamy te faworki, tzn. szybko kroimy placek na paski, w środku przecinamy dziurkę, przewijamy i odkładamy na tackę, stół, ściereczkę itp., aż wszystkie zrobimy.

W płaskim rondlu rozgrzewamy smalec i kiedy wrze wrzucamy po 2 -3 faworki szybko je smażąc i odkładając (po krótkim potrzymaniu nad rondlem żeby trochę odciekł tłuszcz) na półmisku wyłożonym bibułą (w którą wsiąka nadmiar tłuszczu) i posypując cukrem pudrem wymieszanym z wanilią / cukrem wanilinowym.

Zrobiłam w sobotę 11 stycznia 2019 na przyjazd Nuno. Z dwóch porcji, czyli 40 dkg mąki i 6 żółtek wyszły 3 tace jak poniżej. UWAGA całość zajęła mi 1,5 godziny pracy!! Czyli robi się bardzo szybko.

UWAGA! Te dwie duże miski poszły od razu na śniadanie jak Nun przyjechał. Dzieci były faworkami zachwycone. Ten srebrny półmisek (też już niepełny) odłożyłam na podwieczorek. Na niedzielę nie zostało NIC. A wydawało się, że jest tak dużo.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *